Canyengue – taniec szemrany

CANYENGUE – TANIEC SZEMRANY
BOGUSŁAW DYGASIEWICZ

Co to znaczy?

Marta Antón i Luis Grondona – renomowani nauczyciele tanga z Buenos Aires – twierdzą, że canyengue to „czysty ekstrakt początków tanga”. Narodziny canyengue sięgają 1900 roku. W jednym z języków afrykańskich słowo „canyengue” oznacza rytmiczne maszerowanie. W canyengue obowiązuje „el abrazo”, bliskie objęcie – takie samo jak w pierwszym okresie tanga. Sposób stawiania kroków można określić jako gibki, zabawowy, figlarny i zmysłowy. Początkowy rytm 4/8 z czasem przekształcił się w 2/4.

Ale, jak we wszystkim co dotyczy tanga, możemy znaleźć też i inne interpretacje odnośnie pochodzenia słowa “canyengue. Według José Gobello (autora książek o tangu) słowo to wywodzi się z dwóch wyrazów afrykańskich: „candombe” i „yongo”. Z ich połączenia powstało „canyongo”, a w toku dalszych przekształceń językowych: „canyengue”.

Inny autor, Eduardo Stilman, sądzi, że słowo to oznacza – w dialekcie czarnych niewolników przybyłych w okolice Rio de la Plata – skarlały lub „leniwy”. Zdaniem Stilmana użyto tego słowa do opisów tanga ze względu na choreografię obowiązującą u zarania tego tańca: tancerz dowodził swojej wirtuozerii wykonując ruchy w sposób pogardliwy, jak gdyby od niechcenia.

Z kolei Roberto Laguardia Trias stawia hipotezę, iż „canyengue” pochodzi od słowa „ngengue”, oznaczającego – znów w jednym z języków afrykańskich – to, co „niepotrzebne”, „zbędne”. Dodanie przedrostka „ka” i drobne przekształcenie zrodziło „canyengue”.

Można przytoczyć kolejne hipotetyczne znaczenia – świadczące o nieszlachetnym rodowodzie tego słowa, a co za tym idzie samego tanga. Byłaby to długa lista. Zadowólmy się kilkoma przykładami: hołota, „arrabalero” (mieszkaniec przedmieść), osoba z najniższej warstwy społecznej, biedota. A także: zniszczony, zepsuty, zmarnowany, skarlały. Jak widać na początku XX wieku canyengue było synonimem człowieka z marginesu, mieszkańca jednej z biednych dzielnic na przedmieściach. Zresztą do dziś canyengue zachowało w sobie coś z tej tradycji. Jeden z moich argentyńskich przyjaciół, zawodowy tancerz tanga, powiedział mi, że tańczy canyengue dla zabawy i dla draki. Nie jest w tym z pewnością odosobniony.

Jak to się zaczęło?

Tango, jak wiemy, przyszło na świat w „conventillos” ludowych dzielnic Montevideo i Buenos Aires; zrodziło się na przedmieściach, w obskurnych tancbudach i mordowniach, w domach publicznych i na ulicznym bruku. Trudno się zatem dziwić, że początkowo „ludzie z towarzystwa” nie patrzyli na ten taniec życzliwym okiem. Uważali, że jest to rozrywka motłochu, prostytutek i przestępców.

W latach 1907–1914 tango odniosło jednak tryumf w kilku europejskich stolicach, co otworzyło przed tym tańcem salony Buenos Aires i Montevideo. Bywalcy salonów nie chcieli jednak tańczyć w taki sam sposób, jak biedota. Szemrany taniec stał się bardziej uładzony, ugrzeczniony, elegancki. Kapelusz „compadrito” ustąpił miejsca cylindrowi dżentelmena, ubranego we frak i sączącego szampana. Taniec pospólstwa wtargnął na salony, przekształcił się jednak w „tango-salon”. „Dobre towarzystwo” oczyściło tango z łobuzerskich cech, wyrugowano między innymi ruchy bioder i przysiady. Te prowokacyjne fiorytury wykonywano jedynie pod nieobecność dam – i dla żartu. Również rytm tanga stał się bardziej dostojny. Dopiero po tych wszystkich zabiegach tango mogło zawojować salony.

Jak to się tańczy?

Aby odpowiedzieć na to pytanie, poświęćmy kilka słów wykonywaniu canyengue. Canyengue jest bowiem nie tylko sposobem tańczenia, ale również sposobem grania. Polega to na uderzaniu strun instrumentu smyczkiem i płaską dłonią. Tę manierę zawdzięczamy kontrabasiście orkiestry Roberta Firpo – Leopoldowi Thompsonowi. W wielu tangach wykonywanych przez tę orkiestrę można rozpoznać te charakterystyczne fiorytury. Pojawiają się one jednak również w utworach należących do repertuaru innych orkiestr, wspomnijmy choćby takich kapelmistrzów jak Julio de Caro, Osvaldo Fresedo, Juan Bautista Guido, Francisco Canaro, Edgardo Donato. Muzyka ma zdecydowany, ciągły, stosunkowo regularny rytm. Frazy są przeważnie wyraziste, doskonale z nimi współgrają sekwencje kroków wykonywane przez tancerzy.

Tancerze są cały czas objęci, „przyklejeni” do siebie. Zasada tanga – dwie osoby powinny zlać się w jedno – odnosi się w jeszcze większym stopniu do canyengue: ciała partnerów – wyjątki tylko potwierdzają regułę – nie powinny się od siebie oddalać. Kolana są bardzo silnie ugięte, kobieta jest pochylona, opiera się na partnerze, choć nie powinna mu się wieszać na szyi. Dzięki tej postawie między stopami partnerów jest dużo miejsca a ciała tancerzy tworzą swoistą piramidę. Taniec składa się z kroków stosunkowo prostych, przeważnie drobnych, często powtarzanych, regularnych i rytmicznych. Postawa i sposób tańczenia zdradzają swawolną genezę tanga. Nie jest to wprawdzie taniec szczególnie elegancki, jest za to nad wyraz łobuzerski, dowcipny, zwinny i zabawny.

Ten sposób tańczenia mocno różni się od pozostałych (tango-salon, milonguero, tango-fantasia) zarówno postawą tańczących jak i sposobem stawiania kroków. Jest to styl charakterystyczny, wymagający pewnego wysiłku fizycznego (zwłaszcza ze strony początkujących adeptów): nogi są bowiem silnie ugięte w kolanach, a tancerze – przede wszystkim partnerki – muszą się mocno wyginać.

Na czym polega różnica?

Zanim ją opiszemy, wspomnijmy o dwóch elementach, z których składa się taniec:

1) forma (choreografia)
2) maniera (sposób tańczenia)

W tańcach ludowych i folklorystycznych taniec określa przeważnie choreografia. Tancerze wykonują wspólnie kroki i figury zgodnie z pewnymi ustalonymi sekwencjami. W tym wypadku maniera (sposób) ich wykonania jest czymś drugorzędnym. W tangu zaś najważniejszy jest sposób wykonywania kroków. Tutaj drugorzędna jest właśnie forma. Tango – jeśli pominąć tango-show – to improwizacja. Kroki i figury są mniej istotne, najważniejszy jest sposób ich wykonywania, jakość liczy się o wiele bardziej niż choreografia. To, co powiedzieliśmy o tangu odnosi się w dwójnasób do canyengue. Cała różnica sprowadza się do postawy i sposobu tańczenia. Kroki są bowiem przeważnie takie same jak w tango-salon, milonguero czy milondze, wykonuje się je natomiast nieco inaczej.

Przejdźmy do kolejnego czynnika odróżniającego canyengue od pozostałych stylów tanga. W tangu, jak wiemy, mężczyzna prowadzi partnerkę przede wszystkim ruchami torsu. Kierowanie rękoma jest drugorzędne, co najwyżej pomaga wykonać niektóre ruchy, zwłaszcza szybkie zmiany kierunku. W canyengue ruchy torsu są oczywiście ważną wskazówką dla partnerki (tancerze są bowiem przeważnie ze sobą mocno „sczepieni”), ale wskazówki rękoma są równie istotne, zwłaszcza przy przechodzeniu z pozycji „równoległych” do pozycji typu „lustrzane odbicie” (te zaś są w canyengue bardzo częste).

Niektórzy utożsamiają canyengue z innym starym stylem zwanym „orillero”. Jednak to nie to samo. Te dwa style różnią się zarówno postawą tancerzy jak i sposobem tańczenia. Przekonałem się o tym, obserwując tancerza i nauczyciela z Buenos Aires, Juana Bruno, który odwiedził kilka lat temu Montreal i zrealizował instruktażowy film wideo poświęcony orillero.

(Niemal całkowity) zanik i odrodzenie

Jak twierdzi Luis Grondona – aktualnie jeden z najlepszych tancerzy tego stylu – canyengue było popularne aż do lat czterdziestych XX wieku. Później niemal całkowicie zniknęło z sal tanecznych. W trakcie moich pobytów w Buenos Aires i Montevideo w latach 1998–2003 nigdy nie widziałem, by ktokolwiek tańczył canyengue na milongach. W tym roku (2005) uczestniczyliśmy jednak w pierwszym Festiwalu Canyengue w Buenos Aires, imprezie zorganizowanej przez MOCCA (Movimento Cultural Canyengue Argentino) i tańczyliśmy canyengue na ich milongach. MOCCA zrzesza „aficionados” (miłośników) canyengue, organizuje kursy i potańcówki, odwiedza milongi w Buenos Aires, aby zaprezentować i rozpropagować ów styl.

Podobne zjawisko, acz w nieco mniejszej skali, występuje w Montevideo, dokąd zaproszono moją partnerkę Sylvię Delisle i mnie, abyśmy prowadzili warsztaty z canyengue. Wystąpiliśmy także w urugwajskiej telewizji. Takie pokazy wywołują u starych tangueros nostalgiczne wspomnienia z młodości. Również w Europie (na przykład w Niemczech, Francji, Hiszpanii i Polsce) niektórzy tangueros chętnie wracają do korzeni tanga.

Orkiestry

Canyengue tańczy się doskonale do utworów starych orkiestr z lat dwudziestych i trzydziestych. Wymieńmy najsłynniejsze z nich: Francisco Canaro, Roberto Firpo, Julio de Caro, Tipica Victor, Edgardo Donato… Do tej listy należy dodać orkiestry dziś nieco zapomniane, ale wówczas niezwykle popularne: Francisco Lomuto, Juan Bautista Guido, Juan Maglio „Pacho”. A także Cuarteto de Punta y Taco, Cuarteto Viejo de Buenos Aires, Salvador Pizarro, Tano Genaro, Bianco-Bachicha, Orlando i jego orkiestra Bagdad. Niektóre utwory orkiestr Carlosa di Sarli i Osvalda Fresedo z lat dwudziestych utrzymane są w stylu canyengue. Spośród orkiestr późniejszych (lata pięćdziesiąte) można wymienić Los Tubatango lub Quinteto Pirincho (Francisco Canaro). Możnaby dorzucić również niektóre tanga współczesnej orkiestry z Montevideo – Miguela Villasboas, ucznia “maestro” Roberto Firpo.

Moim zamiarem nie było sporządzenie pełnej listy orkiestr grających w stylu canyengue, a jedynie podanie kilku przykładów tego „szemranego” stylu

Podsumowując…

…Nie ulega wątpliwości, że obok nowych nurtów i poszukiwań w świecie tanga (nie zawsze udanych), tradycja odzyskuje swoje prawa i powraca na parkiety milong. Owszem, idziemy z duchem czasu, ale lubimy też, sporadycznie, odwiedzać muzea, żeby podziwiać dawne dzieła…

Bogusław Dygasiewicz
mail dygbo@hotmail.com
Québec, listopad 2005

Artykul ukazal sie w piśmie Media Luna nr 13 z lutego 2006.

Tłumaczenie: caminito