statystyka
 
 
  KURSY CZY LEKCJE?
  TEKSTY
  O NAS
 
 
 
 
HISTORIA FILOZOFII TANGA

Zainspirowany dyskusją, która toczyła się na Hyde Parku w dniach 22-26 IV 2007, rozpocząłem pracę nad monumentalną "Historią filozofii (tanga)".

Żmudne a sumienne kwerendy w zbiorach archiwalnych najznakomitszych tancbud świata pozwalają mi ogłosić wstępne wnioski. Oto one.

Zenon z Elei dowodził w barwnym paradoksie, że na zatłoczonej milondze taniec jest fizycznie niemożliwy: żadna para nie może zacząć tańczyć, przed nią bowiem stoi inna para, ta zaś nie może zacząć tańczyć, gdyż przed nią stoi kolejna para itd., aż zataczamy koło i wracamy do naszej pierwszej pary (nie mogącej tańczyć).

Ów paradoks rozwiązał dopiero w czasach współczesnych mistrz tanga nuevo Bertrand Russel za pomocą prostego, nieodpartego dowodu: przebiegł przez całą zatłoczoną salę "El Beso", wykonując mordercze gancha, zamaszyste volcady i piorunujące sacady. Sala natychmiast opustoszała. Obecny tego dnia w "El Beso" Galileusz miał ponoć wykrzyknąć: "A jednak się kręci".

Za czasów Aleksandra (wynalazcy radykalnej metody "body work" - gdy pewien gordyjski tancerz zapytał go, co zrobić ze skrzywionym kręgosłupem, odpowiedział: "najlepiej przeciąć") nowe prądy tangowe budziły nie tylko entuzjazm, ale również sceptycyzm czy wręcz cynizm. Przedstawiciel tego ostatniego nurtu, Diogenes z Beczki (znana milonga w Atenach), twierdził, że prawdziwe tango skończyło się wraz ze śmiercią "El Peryklesa". Naprzykrzał się tancerzom, świecąc im w oczy lampką oliwną. Na pytanie: "che, co robisz?" (wymawiać: "cze, chcesz w papę?), odpowiadał: "szukam prawdziwego milonguero". Nie znalazł.

Presokratejskie tango primitivo odchodziło w przeszłość. Jeśli Arystoteles dopuszczał jeszcze sporadyczne prowadzenie rękoma ("gdy jest to uzasadnione względami estetycznymi" - pisał w zaginionej "Poetyce Tanga"), Archimedes zdecydowanie odrzucał tę technikę i opowiadał się za apilado ("dajcie mi punkt oparcia, a poruszę najtęższą partnerkę" - mawiał żartobliwie). Uogólniając, można stwierdzić, że Grecy zaczęli stawiać na elegancję i naturalność ruchu.

Euklides, wszystkich tancerzy wypinających zadek, zwykł kopać w ową wypiętą sempiternę, szydząc niemiłosiernie: "linia prosta to najkrótszy odcinek między dwoma punktami, matole". Kiedy jednak zaatakował w ten sposób tańczącego z wypiętą kelnersko pupą Javiera Łobaczewskiego, ów nie przejął się docinkami, a jedynie omiótł natręta wyniosłym spojrzeniem i odgryzł się zmyślnie a uczenie: "przestrzeń milongi to paraboloida hiperboliczna o zakrzywionej geodetyce, głupku"... Euklidesa zatkało.

W czasach nowożytnych Kartezjusz zdobył wielki szacunek w społeczności tangowej, utrzymując, że w tańcu tym najważniejsze są pauzy. Wzbudził entuzjazm najwytrawniejszych estetów, interpretując "milonga para Descartes" (utwór jemu właśnie poświęcony), stojąc od początku do końca w miejscu, nieruchomo. Swoją filozofię przedstawiał jasno i wyraźnie: "spoczynek jest tylko szczególnym przypadkiem ruchu" - mawiał.

Zgoła odmienne stanowisko zajmował Hegel, dyrektor artystyczny zespołu "Gotan Ukąszenie", zespołu, który robił furorę w zachodniej Europie, we wschodniej zaś był przyjmowany nieco chłodniej. Autor "Fenomenologii Tanga" opowiadał się zdecydowanie za tango show i usiłował rehabilitować rozmaite śmieszne rekwizyty, wzgardzone przez wszystkich. Swoim partnerkom zwykł wkładać na początku tandy różę w usta, po czym szeptał czule i namiętnie: "Hic Rodhus, hic saltus!" - "tu jest róża, tutaj tańcz".

Cofnijmy się jednak nieco, by powiedzieć parę słów o Kancie, postaci ważnej, dla niektórych wręcz kultowej. Kant był początkowo zwolennikiem tańca z zamkniętymi oczyma, zderzywszy się jednak pewnego razu z łokciem Hume'a, przebudził się z dogmatycznej drzemki i zaczął wykładać, że "najważniejsza jest sztuka nawigacji", "trzeba mieć oczy dookoła głowy" (to ostatnie twierdzenie przyniosło mu sławę w Ameryce). Owoc swoich eksploracji wyłożył w księdze "Krytyka ślepego tanga", a zwłaszcza w rozdziale ("O syntetyczną jedność apercepcji").

Karol Marks był wielkim zwolennikiem nowych prądów w tańcu. Jego dialektyczno-rewolucyjne przejścia od colgad do volcad (i z powrotem) budziły zawiść mniej utalentowanych eksperymentatorów. Tradycjonalistom zwykł powtarzać: "nie z przeszłości, ale z przyszłości winniśmy czerpać naszą poezję".

W ostatnim czasie skrajna komercjalizacja tanga budzi coraz głośniejszy protest. Najlepszym wyrazicielem poglądów "kontestatorów" jest Guy Debord, autor przenikliwej książki "Społeczeństwo tango-show". Pierwszy akapit owej książki napisał ponoć rozczarowany pokazami zorganizowanymi w ramach festiwalu CITA: "Wszystko, co dawniej przeżywano bezpośrednio, oddaliło się, przybierając postać przedstawienia"...

(cdn...)

Autor: mgr Mateusz K., Katedra Prakseologii Tangowej w Szczebrzeszynie

 
 
© by Kasia y Mateusz 2008